Lifestyle,  Osobiste,  Życie

Kluska i trądzik

Nie wiem czy to wina Czarnobyla czy innych czarów ale niestety należę do tych osób, które mimo dorosłego wieku borykają się z trądzikiem.

 

Pamiętam jak po 20 roku życia, gdy teoretycznie powinnam była mieć już ładną cerę, w pewnym momencie na mej twarzy zaczęły pojawiać się pryszcze. I to nie takie zwykłe małe ale ogromne wulkany! Rósł sobie taki najczęściej na brodzie przez 2 tygodnie, bolał okrutnie przy okazji. Następnie przez tydzień wychodziła z niego ropa by na koniec przez kolejne 2 tygodnie się goić i znikać. Jak ja się wtedy wstydziłam wychodzić z domu i pokazywać ludziom!

A do ilu dermatologów chodziłam. Raz jedna starsza już lekarka dała mi jakiś płyn na twarz do przemywania, jednocześnie zabroniła mi w jakikolwiek sposób ją nawilżać. Zero kremów rano i wieczorem. Wytrzymałam chyba z tydzień, moja twarz była tak sucha, że wręcz mnie bolała. Koszmar! Później jakiś inny lekarz mnie oświecił, że taką problematyczną cerę tym bardziej trzeba nawilżać i pielęgnować.

Testowałam też milion innych maści, kremów, płynów, punktowo lub też nie – nic nie pomagało. Nie o to mi przecież chodziło by zaleczyć pryszcza, który już wychodził, a by one przestały w ogóle wychodzić!

Antybiotyki doustne też stosowałam i też nie działały.

 

W końcu, po paru latach dowiedziałam się o substancji zwanej izotretynoiną i znalazłam lekarza, który chciał to na mnie wypróbować. Po obowiązkowych badaniach krwi przed, podpisaniu oświadczenia z czym się to wiąże, zaczęłam stosować. I stał się cud! Pryszcze przestały wychodzić. Na szczęście też i dla mnie, nie odczuwałam praktycznie żadnych skutków ubocznych. Może usta miałam zbyt mocno wysuszone ale stałe używałam szminki, no i pilnowałam też by często balsamować ciało.

Dodatkowo dowiedziałam się, że ludzie zażywający izotretynoinę dzielą się na dwie grupy. Taką, którym wystarczy raz w życiu kuracja i mają spokój z trądzikiem raz na zawsze, oraz druga grupa, którym ta substancja pomaga na parę lat, po czym raz na czas muszą brać kurację przypominającą. Ja niestety należę do tej drugiej grupy.

Po pierwszej kuracji spokój miałam na jakieś 2 lata, po czym trądzik wrócił i musiałam znów zażywać lek. Podziałało na ok 3 lata. I znowu wróciłam do izotretynoiny. To było 4,5 roku temu kiedy skończyłam ostatnią tabletkę. Od tego czasu, odpukać, mam względny spokój.

Choć nie jest oczywiście idealnie. Raz na czas pojawiają się drobne wypryski na dekolcie czy plecach a jeszcze rzadziej na twarzy. Ot, mały pryszczyk przed okresem np. Nie jest źle i do przeżycia.

Tylko raz, na początku tego roku pojawił mi się wielki wulkan na brodzie. Wpadłam w panikę, że to znowu wraca ale na szczęście był to jednorazowy wyskok. Póki co. Bo jakieś 2 tygodnie temu znów coś zaczęło rosnąć ale udało mi się to zatrzymać różnymi specyfikami. Będę musiała się obserwować i w przypadku nawrotu choroby udać do dermatologa.


Trądzik u dorosłego człowieka jest okropną przypadłością. Pewność siebie spada na -100 i najchętniej nie wychodziłoby się z domu. Nie życzę tego nikomu ale z drugiej strony zachęcam do udania się do dobrego dermatologa i spróbowania może izotretynoiny. Pomogła ona wielu osobom.

A czy i was spotkał taki pech jak mnie i udało się wam wygrać z trądzikiem? Chętnie posłucham waszych historii!

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *