Lifestyle,  Osobiste,  Życie

Kluska i tatuaże

Właśnie zrobiłam sobie tatuaż. Trzeci.

I to nieprawda, że jak zrobi się jeden to od razu chce się kolejne. I więcej i więcej. U mnie to tak nie działa.
Pierwszy zrobiłam w wieku 19 lub 20 lat i był w sumie robiony dlatego, że większość moich znajomych sobie wtedy robiła. I moja młodsza siostra też. Bo to stało się nagle modne zrobić sobie tatuaż. Najlepiej w dole pleców. I koniecznie tribala.

Jak ja się cieszę, że nie uległam tej modzie tak do końca! Teraz by to było ciut obciachowe. 😉

Ale jednak zrobiłam. Owszem, w dolnej części pleców ale nie na środku tylko po prawej stronie. I nie tribala ale całkiem ładny wzorek czterolistnych koniczynek i esów-floresów. By przynosiły mi  szczęście.

 

Oprócz pierwszego, pozostałe 2 maja dla mnie duże znaczenie.

Drugi powstał 6 lat temu po rozstaniu z ówczesnym facetem. Na wieść o tym, że mnie zdradza zapowietrzyłam się na moment i nie mogłam oddychać. Dlatego z boku ciała, na wysokości paska od stanika wytatuowałam sobie napis: “The trick is to keep breathing”. Uwielbiam ten tatuaż, ma mi przypominać, że nie ważne co się dzieje, trzeba żyć i oddychać!

 

No i trzeci, najnowszy. Nie chciałam więcej tatuaży, nie czułam takiej potrzeby. Ale po tym jak mnie Robal zostawił, w głowie pojawił się kolejny pomysł i cytat. “Fata viam invenient”. To po łacinie ‘przeznaczenie znajdzie drogę’. Bo chcę wierzyć, że co ma być to będzie i będzie dobrze. Że odnajdę w życiu prawdziwą miłość.

Ten napis tym razem powstał na przedramieniu. Otoczony cudownym motywem kosmosu i gwiazd.

 

Bo o ile kiedyś na tatuaże patrzono z dezaprobatą, tak dziś ma je tak dużo osób, że już to po prostu nikogo nie dziwi. I nawet argument jak się będzie wyglądało na starość przestał być aktualny. Bo jak już się zestarzejemy to wszyscy będziemy mieć wyblakłe i pomarszczone tatuaże na całym ciele…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *