Klusizm,  Życie

Kluska i soboty

Zobaczyłam ten obrazek powyżej niedawno w internecie i bardzo mi się spodobał. Opisuje on idealnie osobowość Kluski. Kocham spać a jednocześnie mam wiele pomysłów, które chciałabym zrealizować, stos książek do przeczytania i tysiąc filmów do obejrzenia, o serialach nie wspominając. Dlatego jak większość pracujących ludzi z utęsknieniem czekam na weekend.

 

A dzień zwany sobotą kocham i nienawidzę jednocześnie. Kocham tak do mniej więcej godziny 10 rano, później wychodzi jak zwykle i już przestaje mnie to cieszyć.

 

Moja sobota wygląda tak: nareszcie jest to dzień gdy wyłączam budzik, lub przestawiam go z godz 5:40 na 9:00 i mogę się cudownie wyspać. Nic mnie nie budzi, nikt mnie nie goni, łóżeczko jest takie ciepłe i miękkie. Dodatkowo zanim wstanę mogę spokojnie włączyć telefon i zobaczyć co słychać w świecie wirtualnym.

Wstaję, robię sobie śniadanie, ubieram się i… nagle jest godzina 11. Wtedy też na ogół wybieram się na zakupy, głównie spożywcze do pobliskich sklepów, by zrobić zapas różnych produktów na następny tydzień. A że ostatnimi czasy niedziele bywają niehandlowe, to tłumy ludzi w sklepach są takie jakby co najmniej nadchodziło 3-dniowe święto i koniecznie trzeba zrobić zapasy. A to tylko 1 dzień gdzie nie kupi się świeżego chlebka lub piwa. Tak więc wracam z tych zakupów i dochodzi prawie 13. Czas na kawę! Uwielbiam kawę, piję codziennie ale tylko jedną i czas spędzony z nią jest najprzyjemniejszym czasem ever.

Niby jedna mała kawa, do tego jakąś słodka przekąska, rozmowa z domownikami i już się zrobiła 14! Jak to tak?

Przecież trzeba sprzątać.

Odkurzanie mieszkania teoretycznie zajmuje do 20 min. W praktyce robi się godzina 15. Do tego moim obowiązkiem jest też ogarnianie łazienki. To też jakieś 20 min ale czas tak szybko leci, że dochodzi 16.

No dobra, czas coś zjeść.

Późny obiad, znowu jakieś interakcje rodzinne i mamy godzinę 17. Czasem nawet później. A tu jeszcze został mi mój pokój. Raz na tydzień wypadałoby go odgruzować. Zabieram się do tego resztkami sił.

I nagle robi się wieczór, godzina 19, wypadałoby zjeść jakąś kolację, a po niej już siadam do komputera głównie dla przyjemności. Przeglądam różne strony, facebook, maile, nic w sumie konkretnego czy wartościowego.

Czyli znowu dzień minął mi na niczym, nie zrobiłam niczego pożytecznego, rozwijającego, nowego, itp. itd.

Jak to się dzieje, że czas tak przecieka mi przez palce?

 

Niech żyje Klusizm!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *