Klusizm,  Sport

Kluska i siłownia

Było już o tym, jak przez całe życie unikałam sportu, to teraz opowiem wam jak sport polubiłam.

 

Parę lat temu zaczęłam pracę w nowej firmie, która umożliwia swoim pracownikom posiadanie karty Multisport. No ok, przez pierwszy prawie rok zupełnie jej nie potrzebowałam ani nie chciałam. Ale dołączyła do mojego działu dziewczyna, która po pewnym czasie, gdy już się poznałyśmy i zaprzyjaźniłyśmy, zaczęła mnie zachęcać bym się z nią gdzieś wybrała po pracy. Padło na jogę. Szybko wyrobiłam sobie kartę Multisport i zaczęłyśmy chodzić. Często śmiałam się, że to idealny sport dla mnie bo nie wymaga zbytniego ruchu, skakania czy biegania.

Po jakimś pół roku chodzenia na jogę, koleżanka stwierdziła, że wróciłaby na siłownię. Znalazłyśmy jedną w miarę blisko naszej pracy i zapisałyśmy się na pierwszy próbny trening z trenerem personalnym. Dał nam taki wycisk, że potem przez parę dni ledwo się ruszałam!

Zatem przerzuciłyśmy się na siłownię lecz z braku wiedzy korzystałyśmy głównie z bieżni.

 

Znowu jakiś czas później koleżanka zaproponowała byśmy spróbowały zorganizowanych, grupowych zajęć pt. GT Beginners (GT = Group Training). Treningi były 2 razy w tygodniu, podzielone na 4 działy tematyczne: strenght, power, core, compact. Więc co 2 tygodnie ćwiczenia się powtarzały a co pewien czas też zmieniały. Bardzo mi się to spodobało, poznałam mnóstwo fantastycznych ludzi, którzy tak jak ja chodzili na to regularnie. Dodatkowo nasza trenerka była najlepsza na świecie, dawała niezły wycisk ale też potrafiła wesprzeć, wytłumaczyć i dać motywacyjnego kopa do dalszej aktywności.

Przez około 2 lata wszystko toczyło się utartym rytmem, nawet wtedy gdy koleżanka z pracy zaszła w ciążę, później urodziła i przestała już chodzić ze mną na treningi, ja wciąż ćwiczyłam.

Ale jakieś 1,5 roku temu moja siłownia przeszła mały remont i wraz z ponownym otwarciem zmienił się grafik zajęć zorganizowanych. Zlikwidowali moje GT Beginners, w zamian tworząc inne zajęcia z GT ale w tak różnych godzinach (np. o 8 rano gdy jestem w pracy lub o 19, czy nawet 21 kiedy już nie mam ochoty wychodzić z domu), że z całego tygodnia pasował mi tylko 1 dzień na trening. No trochę słabo.

 

Aczkolwiek w tamtym czasie byłam już z Robalem, który regularnie trenował na siłowni. Zainspirowana jego trybem życia, wynajęłam więc trenera, który przeprowadził ze mną kilka treningów siłowych oraz rozpisał plan treningowy. Z 2 razy w tygodniu, zwiększyłam ilość treningów do 3 i zaczęłam już bardziej poważnie uczęszczać na siłownię. I tak jest do dziś. Przez ten czas miałam już kilka nowych planów treningowych, posiadam większą wiedzę i doświadczenie i potrafię już w miarę świadomie ćwiczyć, a gdy jakaś maszyna jest np. zajęta, to wymienić ćwiczenie na inne.

I wbrew wciąż jeszcze powszechnemu przekonaniu, nie wyglądam jak kulturysta i trening siłowy nie zrobił ze mnie damskiej wersji Schwarzeneggera. Taki trening pomaga wzmocnić mięśnie, wyrzeźbić sylwetkę a dodatkowe cardio, które wykonuję, poprawić kondycję. Lepiej się czuję, lepiej śpię i choć wcześniej w to nie wierzyłam, to faktycznie podczas ćwiczeń uwalniają się endorfiny i czuję się zmęczona ale szczęśliwa.

Jedyną blokadą do figury marzeń był oczywiście mój Klusizm czyli jedzenie wszystkiego co się chciało i w nadmiernych ilościach. Bo sam trening nie spowoduje, że się jakoś spektakularnie schudnie, płaski brzuch robi się w kuchni. Ale w końcu zaczęłam robić coś w tym kierunku, od 4 tygodni liczę kalorie i po raz pierwszy w życiu zaczynam widzieć efekty i wierzę, że tym razem może mi się udać.

Trzymajcie kciuki!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *