Klusizm,  Odżywianie,  Życie

Kluska i jedzenie

Dziś Tłusty Czwartek, więc w sam raz by napisać coś o odżywianiu.

Czasem sobie myślę, że teoretycznie mogłabym mieć figurę modelki, gdyby nie jedna mała rzecz – mianowicie kocham jeść. 😛

Od dziecka byłam wszystkożerna, z 3 małymi wyjątkami. Nie lubię kminku (pamiętacie jak w prawie każdym chlebie on był? Ja zawsze wydłubywałam), natki pietruszki oraz papryki. Nie wiem czemu ale nie potrafię znieść smaku i zapachu papryki. Moja rodzina wielce nad tym ubolewa bo oni uwielbiają a przeze mnie odpada część potraw, która ją zawiera jako składnik. Ewentualnie robimy zamianę na coś innego ale wtedy wiadomo, nie ten smak.

Generalnie całe życie jadłam co chciałam i ile chciałam. I jak się okazało całe życie byłam sobie kluseczką lub czasem kuleczką. Za gruba na zwykłą modelkę a za chuda na modelkę plus size. Rozmiar 38-40 lub M-L. Czyli chyba w sumie jak duża liczba zwykłych kobiet na całym świecie.

 

Dopiero w wieku 30 lat zaczęłam poważniej się interesować odżywianiem i zdrowiem.

Na tyle na ile mogłam ograniczyłam smażone dania, tłuste potrawy, wieprzowinę. Kawy i herbaty nie słodzę od wielu lat, za słodkim napojami gazowanymi nie przepadam, chipsy jadam raz na rok, tzw fast foody może 4 razy w roku. Więc tu nie jest tak źle. 😉

 

Moim największym problemem są niestety słodycze.

Czekolada, ciasteczka, ciasta… nie mogę im się oprzeć. Dodatkowo moja rodzina nie ma problemu ze słodyczami i oprócz standardowej szafki, w której zawsze się coś znajdzie, co i rusz pojawiają się nowe pyszności albo babcia coś upiecze.

Czasem przegrywam i daję się namówić na czekoladkę lub pięć, a czasem staram się z tym walczyć i szukam w internecie prostych i zdrowszych zamienników znanych słodyczy i sama je robię. Tzw. fit-słodycze. Mam już kilka fajnych i sprawdzonych przepisów i chętnie się w następnych wpisach nimi podzielę. 🙂

 

Wiem ile wynosi moja podstawowa przemiana materii. A ile całkowite zapotrzebowanie by utrzymać wagę.

 

Kiedyś obliczyłam sobie ile mniej więcej jem kcal dziennie i wychodzi właśnie te 2200 kcal. Czyli dlatego ani nie chudnę ani nie tyję, od paru lat moja waga waha się między 64 a 66 kg. Choć moim marzeniem jest ważyć 60.

Toteż mam plan. Od roku obserwuję siebie i zapisuję sobie wszystkie swoje posiłki. Wiem co lubię a czego nie. Ostatnią i chyba najtrudniejszą rzeczą (wiecznie odkładaną przez Klusizm) zostaje mi policzenie kalorii i ułożenie tego tak, by dziennie wychodziło ok 1800 kcal, co pozwoli mi powoli ale stabilnie schudnąć.

Kto tak jak ja chce (po raz kolejny) spróbować i wspólnie wspierać się w liczeniu kalorii i redukcji wagi by na lato osiągnąć super sylwetkę? Piszcie koniecznie!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *